Zazwyczaj to ja wyruszam w trasę, dbając o pasażerów i pilnując, by podróż przebiegała zgodnie z planem. Tym razem to ja jestem „pasażerem” – tyle że w szpitalnej rzeczywistości, gdzie obowiązują zupełnie inne zasady. Pierwszy dzień na oddziale ortopedycznym minął mi pod znakiem formalności, badań i oswajania się z nowym otoczeniem.
Dzień zaczął się od przyjęcia. Rejestracja, wypełnianie dokumentów, podstawowe badania. Wszystko w miarę sprawnie, ale mimo to czułem lekki stres – to w końcu nie codzienność, do której jestem przyzwyczajony. Po chwili trafiłem na oddział. W sali kilku pacjentów, każdy z własną historią i inną operacją przed sobą lub już za sobą. Rozmowy szybko zeszły na temat zdrowia, rehabilitacji i tego, ile potrwa powrót do sprawności.
Pielęgniarki krążą po salach, lekarze zaglądają do pacjentów, wszędzie widać poranne przygotowania do zabiegów. Dla personelu to kolejny zwykły dzień pracy, dla mnie – zupełnie nowe doświadczenie. Podstawowe badania – pobranie krwi, pomiar ciśnienia, rozmowa z anestezjologiem. Wszystko po to, by upewnić się, że jestem gotowy na operację.
Czekanie to chyba najtrudniejsza część. Zwykle jestem w ciągłym ruchu, a tu nagle muszę zwolnić i dostosować się do harmonogramu, którego nie kontroluję. Ale wiem, że to tylko przystanek na mojej drodze. Po nim wrócę do normalnego życia, może nawet silniejszy niż wcześniej.
Na razie oswajam się z nową rzeczywistością. Jutro kolejny dzień, kolejne etapy przed operacją. Czas pokaże, jak potoczy się ta podróż – ale jak zawsze, najważniejsze jest dotarcie do celu.
Trzymajcie kciuki!