konduktor.pl
KategorieDziennik Konduktora

Zniżka bez legitymacji? „To jedyna rzecz, którą mogę dziś pomacać” — gdzie kończy się ulga, a zaczyna roszczenie?

30 września, 5:00. Budzik rozcina ciszę jak pierwszy gwizdek na peronie. Praca na kolei ma swoje plusy, ale wstawanie o tej porze nigdy nie będzie jednym z nich. Kto dojeżdża półtorej godziny, ten wstaje jeszcze wcześniej. Myślę o kierowcach z piekarni. Oni to dopiero zaczynają noc, kiedy ja próbuję skończyć sen.

Śniadanie jest proste, bo o tej godzinie nie ma miejsca na fantazję. Kawa i herbata — duet obowiązkowy — i już wiem, że dam radę. Szybka toaleta, klucze, kurtka, garaż. Odpalam auto. Silnik mruczy, a ja przecieram oczy. Na dworzec mam po drodze tylko myśli o tym, czy dziś rozkład nie zadrwi z nas po raz kolejny. 6:42. Pociąg do Poznania czeka jak zawsze, trochę senny, ale gotowy.

Poznań Główny przyjmuje mnie planowo, bez teatralnych opóźnień. Dyspozytura to pierwszy przystanek. Zgłaszam się do dysponenta, sprawdzam, czy wszystko jedzie zgodnie z planem, i łapię chwilę oddechu. Peron 1 pachnie poranną kawą i stalą. Dziś przejmuję EN76-037, relacja: Poznań Główny – Września. Procedura jest jak modlitwa. Toalety — sprawne. Biletomaty — działają. Plomby — są. Tablice kierunkowe — świecą, jak trzeba. W eter idzie komunikat, który lubię bardziej, niż przyznaję: „Pociąg numer 77968 gotowy”. Gdy jedziesz sam, bez kierownika pociągu, te słowa smakują odpowiedzialnością.

Tam i z powrotem bez zgrzytów. Czasem najbardziej niezwykłe bywa to, że nic niezwykłego się nie dzieje. Po powrocie do Poznania wpadam do Tchibo. Dla kolejarzy kawa po 4,99 smakuje jak nagroda. Siadam na łyk czasu i ruszam dalej, bo rozkład nie zna litości.

Z peronu 2 jadę do Zbąszynka 48WEd-049. Bez drzwi przedziałowych, bez ceregieli. W Zbąszynku zjazd na punkt, wodowanie — jak zawsze szybkie i bez słów — i powrót w perony tym samym pojazdem. Dziś jadę na wzmocnieniu z panią kierownik Bogusią. Ma uśmiech, który robi w pociągu więcej porządku niż niejeden komunikat. Kontrola biletu po bilecie, wagon po wagonie. Spokojnie, bez incydentów, bez napięć. Taki rytm lubię najbardziej. Poznań Główny znowu na horyzoncie, jakby pociągi oddychały stacją.

Zostaje kilka wolnych minut. Wchodzę do księgarni. Zerkam na nowości. Pięć tytułów ląduje na mojej liście „do przesłuchania” na Storytel. Czas jest tu walutą, więc nie kupuję, tylko obiecuję sobie, że wrócę do nich w trasie. Patrzę na zegarek. Do odjazdu z peronu 7 zostało czterdzieści minut. Przede mną odjechał już pociąg do Kościana. Ostatnio potok podróżnych gęstnieje. Skład puchnie od walizek, plecaków i spraw do załatwienia „na już”.

Mój 48WE-002 wjeżdża wolnym pędem, jakby też liczył kroki. Wsiadam i włączam automatyzm. Przejście składu. Biletomaty — działają. Toalety — czyste. Plomby — na miejscu. 15:40. Zegar mówi, że zostało jedenaście minut. Z Poznania do Leszna mamy lekki poślizg, ale dojeżdżamy „na plan”. W Lesznie zmiana kierunku i wreszcie chwila na szamę. Kanapka smakuje jak dom, kiedy nie ma czasu na nic więcej.

Powrót zapowiada się zwyczajnie, więc wiem, że coś się wydarzy. Wjeżdżamy w Puszczykówko i faktycznie — zapina się zamek dnia. Podchodzi pani nauczycielka poproszę bilet ze zniżką nauczyciela – słyszę. Proszę o legitymację. Słyszę stanowcze „nie”. Zniżka bez dokumentu nie działa, więc mówię krótko: bez potwierdzenia ulgi będzie bilet normalny. Proszę o 15,80 zł. Pani wertuje w telefonie przepisy, te wszystkie zrzuty ekranu, które żyją własnym życiem. W końcu patrzy na mnie i mówi: „To jedyna rzecz, którą mogę dzisiaj pomacać”. Milknę na sekundę, ale zawód nauczył mnie, że to, co niepotrzebne, puszcza się mimo uszu. Wystawiam bilet, dziękuję, idę dalej. Słyszę jeszcze westchnienie, które mieści więcej zmęczenia niż złości. Później dowiaduję się od kolegów, że pani jest już „znana” w środowisku.

Na końcu dnia ktoś zapyta: czemu o tym piszesz? Bo kolej to nie tylko tory, rozkłady i tablice. To spotkania na styku prawa i oczekiwań. To pytania, czy ulga to przywilej, czy obowiązek drugiej strony, i gdzie kończy się uprzejmość, a zaczyna roszczenie. A ja? Ja jestem od tego, żeby pociąg dojechał, żeby toalety działały, żeby plomba była na miejscu, a bilet — ważny. I żeby, mimo wszystko, uśmiechnąć się do ludzi, gdy tylko się da.

Wrzesień zamknięty. Październik stoi na peronie i już widzę, jak mu migają kierunkowe. Wsiądę, jak zawsze.

Autor: Konduktor

Autor bloga konduktor.pl, pracownik kolei od 2012 roku, trochę fotograf , trochę podróżnik. Uwielbiam dobrą muzykę , film i książki.

error: Treść jest chroniona !! Prawami autorskimi

Kontynuując korzystanie z witryny, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalaj na pliki cookie”, aby zapewnić jak najlepsze wrażenia podczas przeglądania. Jeśli będziesz nadal korzystać z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz „Akceptuję” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij