praca konduktora
KategorieDziennik Konduktora

Peron w Kole zamienił się w klub! Impreza, hałas i pasażer na wózku uwięziony przez zepsute windy w Poznaniu Głównym – Dziennik Konduktora

Weekend w pracy – niby nic nowego, a jednak każda służba potrafi zaskoczyć. Gdy peron w Kole przypominał bardziej parkiet niż dworzec, a głośna impreza zagłuszała megafony, w Poznaniu Głównym pasażer na wózku nie mógł dostać się na pociąg z powodu niedziałających wind na peronach 3, 6 i 7. My staliśmy na jedenastce – i choć wszystko odbyło się zgodnie z rozkładem, system znów zawiódł tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Tak wyglądał typowy weekend w pracy oczami konduktora.


11 października

Spokojny poranek. Bez pośpiechu docieram do pracy. Służba 7AK – klasyczny zestaw: Poznań Główny – Leszno, powrót, potem do Koła i znów z powrotem na wzmocnieniu.
Sobota. W Lesznie bez niespodzianek – trasa spokojna, bez opóźnień. Na dworcu w Poznaniu tłum, ludzie z torbami, zakupami, kawą w ręku – pomyślałem sobie: wypłaty przyszły, więc wszyscy w trasie, na zakupy.

Na 11 peronie pojawił się mój skład – EN76. Krótkie przywitanie z maszynistą, standardowe „jadę samemu” i ruszam w swoje obchody: czystość, końcówki, oświetlenie – wszystko jak zawsze.
Z Poznania wyjechaliśmy planowo, a do Leszna dotarliśmy punktualnie. Szybki obrót, kontrola, i znów w drogę do Poznania.

Na miejscu miałem chwilę, więc wyskoczyłem po wodę do Biedronki. Gdy na tablicy rozkładów pojawił się mój pociąg do Koła, ruszyłem na peron 3. Zaskoczenie – mało podróżnych. Ten kurs zazwyczaj pełny, a dziś cisza.

Do Koła dojechaliśmy punktualnie. Pani sprzątająca już czekała, zabrała się do pracy, a ja z maszynistą wyszliśmy na peron. I wtedy zobaczyłem ich – weekendowych imprezowiczów.
Śmiechy, hihy, trio w drodze do miasta doznań. Sobota, więc nie ma się co dziwić. Ale są tacy pasażerowie, którzy nie potrafią się bawić po cichu. W pociągu głośni, zaczepni, pewni siebie – i oczywiście wszyscy liczą, że drużyna konduktorska załatwi sprawę.

Raz musiałem zwrócić uwagę jednej pani. Nic obraźliwego, ale komentarz nieprzystojny – tym bardziej, że kierowany do obcej osoby. Nie reaguję zwykle – nauczyłem się. Czasem lepiej nie słyszeć, niż słyszeć za dużo.
Do Poznania dotarliśmy w lepszej atmosferze – trochę ciszej, trochę spokojniej.
Koniec soboty. Szybka przesiadka na pociąg do domu. Pomyślałem: jutro pewnie to samo…


12 października

Niedziela, ta sama godzina, ta sama sekcja. W dyspozyturze uśmiechnięta dysponentka rzuca z uśmiechem:
– „Będzie dmuchanko!”
– „No tak, człowiek nawet po imprezie nie może przyjść, bo od razu kontrola!” – odpowiadam żartem.
Śmiech zza lady, wynik negatywny, podpis na liście. Standard.

Dostaję informację: na mój pociąg zgłoszony pasażer na wózku. OK – trzeba być gotowym.
Szybko załatwiam sprawy w kasie dopłat, zabieram ekwipunek i idę na peron 11. Przegląd, czystość, oświetlenie – wszystko jak trzeba. Na końcu składu rozkładam platformy, proszę właścicieli hulajnóg o złożenie sprzętu, żeby zrobić miejsce. I wtedy podbiega kobieta:
– „Proszę poczekać! Jedzie osoba na wózku z asystą, bo windy nie działają na peronach!”

W głowie jedno słowo: standard. Dzwonię do dyspozytora zakładowego, melduję sytuację, dostaję polecenie, żeby poczekać. Maszynista zgłasza do PoA.
Po ośmiu minutach pojawia się pasażer z ochroną dworca. Widzisz po twarzy – zmęczenie, ale i ulga. Winda nie działa, schody nie działają… a człowiek po prostu chce gdzieś dojechać.

Bezpiecznie wsiada, zgłaszam gotowość, ruszamy. W Puszczykowie pomagam mu wysiąść spokojnie na peron.
Do Leszna dojechaliśmy z czterominutowym opóźnieniem. Szybki obrót, czystość, powrót do Poznania – już bez poślizgu.

Z Poznania kolejny kurs do Koła. Mało podróżnych, kontrolę skończyłem już w Swarzędzu – rzadko się to zdarza.
Do Koła dojechaliśmy z lekkim opóźnieniem przez słynne ICC. Dziś skład zjeżdżał do barłóg, więc wysiadłem. Pani sprzątająca już czekała, ochroniarz ją zawołał – przekazałem, że dziś wyjątkowo tak.

Z Koła wracałem z Kaliną – tą samą, co wczoraj. Niedziela, więc ruch większy – studenci wracają do Poznania. We dwoje zawsze raźniej.
Praca szła szybko, sprawnie. W Poznaniu planowo, pociąg pojechał dalej, a ja – jak zawsze – na peron 3, gdzie czekał już mój pociąg do domu.


Weekend minął intensywnie – niby zwykłe dwa dni pracy, ale każdy kurs to nowa historia.
Imprezowy peron w Kole, zepsute windy w Poznaniu, pasażer na wózku, który ledwo zdążył…
Dla pasażera to tylko podróż z punktu A do B.
Dla mnie – codzienność pełna ludzi, emocji i sytuacji, których nie da się przewidzieć.

Autor: Konduktor

Autor bloga konduktor.pl, pracownik kolei od 2012 roku, trochę fotograf , trochę podróżnik. Uwielbiam dobrą muzykę , film i książki.

error: Treść jest chroniona !! Prawami autorskimi

Kontynuując korzystanie z witryny, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalaj na pliki cookie”, aby zapewnić jak najlepsze wrażenia podczas przeglądania. Jeśli będziesz nadal korzystać z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz „Akceptuję” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij