Polska kolej bije rekordy popularności, ale jednocześnie przechodzi prawdziwy test wytrzymałości. W czerwcu 2026 r. pociągami podróżowało 39,1 mln osób – to najwyższy wynik od ponad dekady. Za tymi liczbami kryje się jednak rzeczywistość, z którą na co dzień mierzą się pasażerowie i pracownicy: tłok, opóźnienia, odwołania i awarie spowodowane upałami. Eksperci ostrzegają: bez szybkich zmian kolej może stracić zaufanie klientów na rzecz samochodów.
Liczby nie kłamią – ale pokazują tylko połowę obrazu
Dane Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) są imponujące: w pierwszym półroczu 2026 r. z kolei skorzystało niemal 229,6 mln pasażerów, czyli o ponad 18,3 mln więcej niż rok wcześniej. Sam czerwiec przyniósł wzrost o 8,3% r/r. PKP Intercity w lipcu przewiozło blisko 9,5 mln osób (+9% r/r), a w szczycie wakacyjnym przewoźnik musiał dorzucić setki dodatkowych wagonów.
To dowód, że Polacy coraz chętniej wybierają pociągi – zwłaszcza na długich trasach wakacyjnych. Ale za tymi sukcesami frekwencyjnymi stoi system, który nie nadąża za popytem.
Gdy pociąg jest pełny, każdy minut się liczy – i przeciąga
Przepełnione składy to nie tylko dyskomfort pasażerów. To realny wpływ na organizację ruchu:
- Dłuższy czas postoju – ludzie wolniej wsiadają, szukają miejsc, przeciskają się z bagażami.
- Zablokowane przejścia – korytarze i przedsionki wypełniają się walizkami, co utrudnia pracę załodze i ewentualną kontrolę biletów.
- Problemy z zamykaniem drzwi – w skrajnych przypadkach obsługa musi prosić pasażerów o przemieszczenie się, by pociąg mógł odjechać.
Efekt? Kaskada opóźnień. W drugim kwartale 2026 r. punktualność pociągów pasażerskich spadła do 89,3% (-4 pkt proc. r/r), a w PKP Intercity aż co trzeci pociąg nie dojechał na czas (68,2% punktualności).
Upały jako katalizator problemów
Fala wysokich temperatur w czerwcu i lipcu 2026 r. obnażyła kolejne słabości:
- Awarie klimatyzacji – w wielu składach pasażerowie podróżowali w dusznych wagonach przy temperaturach przekraczających 30°C.
- Uszkodzenia infrastruktury – sieć trakcyjna odkształcała się pod wpływem ciepła, dochodziło do przerw w zasilaniu.
- Masowe odwołania – między kwietniem a czerwcem anulowano blisko 5400 pociągów, z czego ponad połowa w czerwcu była związana z upałami i burzami.
Wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak przyznał wprost: „W dużej mierze nie byliśmy przygotowani na upały”. To ważne słowa – pokazują, że nawet przy rosnącej frekwencji, polska kolej nie inwestowała wystarczająco w odporność na ekstremalne warunki pogodowe.
2030 rok – za daleko, by czekać
PKP Intercity zamówiło nowe pociągi, ale ich dostawy planowane są dopiero około 2030 r. To perspektywa, która w obliczu dzisiejszych problemów brzmi jak obietnica bez pokrycia. Przez najbliższe cztery lata pasażerowie będą codziennie konfrontowani z rzeczywistością, w której:
- brakuje miejsc w popularnych relacjach,
- klimatyzacja zawodzi w najważniejszych momentach,
- opóźnienia i odwołania stają się normą w szczycie sezonu.
Czy otwarcie rynku to rozwiązanie?
Eksperci wskazują na jedno wyjście: prawdziwe otwarcie rynku przewozów dalekobieżnych. – Nie ma innego sposobu, by szybko zwiększyć podaż miejsc, niż dopuszczenie konkurentów z własnym taborem – mówił „Rzeczpospolitej” Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
To rozwiązanie ma sens z kilku powodów:
- Szybsze zwiększenie liczby miejsc – prywatni przewoźnicy mogliby wprowadzić dodatkowe pociągi bez czekania na dostawy dla PKP.
- Presja konkurencyjna – konieczność walki o pasażera wymusiłaby lepszą jakość usług.
- Elastyczność – mniejsze spółki mogą reagować szybciej na zmiany popytu w konkretnych relacjach.
Problem w tym, że rynek dalekobieżny w Polsce wciąż jest zdominowany przez jednego gracza, a procedury dopuszczania nowych przewoźników bywają długie i skomplikowane.
Komentarz: Kolej potrzebuje planu awaryjnego, nie tylko długoterminowego
Sytuacja z lata 2026 r. pokazuje, że polska kolej znalazła się w punkcie zwrotnym. Z jednej strony – rosnąca popularność, która powinna cieszyć wszystkich zwolenników zrównoważonego transportu. Z drugiej – system, który nie jest w stanie obsłużyć tego popytu w sposób godny XXI wieku.
Czekanie na nowe pociągi w 2030 r. to za mało. Potrzebne są działania doraźne:
- Wynajem dodatkowego taboru od innych przewoźników (w tym zagranicznych) w szczycie sezonu.
- Lepsze zarządzanie rezerwacjami – np. dynamiczne ceny, które rozłożą popyt na różne godziny i dni.
- Inwestycje w odporność na upały – modernizacja sieci trakcyjnej, wymiana wagonów na takie z wydajniejszą klimatyzacją.
- Transparentna komunikacja – pasażerowie mają prawo wiedzieć, dlaczego pociąg jest odwołany i jakie są realne alternatywy.
Bez tych kroków kolej ryzykuje utratę zaufania klientów, którzy – mimo rosnącej świadomości ekologicznej – wybiorą samochód, jeśli podróż pociągiem będzie kojarzyć się ze stresem, tłokiem i niepewnością.
Źródła: TVP World, Rzeczpospolita, UTK, Sektor Kolejowy, zdjecie
tvpworld.com
Autor: