1 października
Dzień zacząłem wyjątkowo spokojnie. Obudziłem się dopiero około dziewiątej, przeciągając się leniwie i z ulgą stwierdzając: w końcu wyspany. To już samo w sobie było dobrym znakiem na początek miesiąca. Wstałem bez pośpiechu, zrobiłem sobie kawę – obowiązkowy punkt każdego poranka – i przygotowałem szybkie śniadanie. Koszula wyprasowana, toaleta załatwiona i… gotowy do wyjazdu.
Na peronie zjawiłem się chwilę po dziesiątej. O 10:14 byłem już w Szamotułach, czekając na szynobus z Wronek do Poznania. Planowo, jak zawsze, podjechał o 10:31. Po drodze wstąpiłem na sekcję, przywitałem się z dyspozytorem i spotkałem panią Karolinę z magazynu – wreszcie udało się załatwić sprawę nowego plecaka. Miła niespodzianka, od razu humor jeszcze lepszy.