Dziennik konduktora – “Poznań – Kłodawa – Leszno, dzień jak co dzień?”
Poranek nie zapowiadał niczego dobrego — niebo ciężkie od chmur, wiatr chłodny, a deszcz siąpił, jakby robił to z obowiązku. „No cóż, trzeba się ruszyć do pracy” — pomyślałem, zerkając na zegar. Poranny rytuał jak zawsze: golenie, śniadanie, kawa, prasowanie koszuli i spodni. Bo przecież wiadomo — jak cię widzą, tak cię piszą. Krawat zawiązany perfekcyjnie, guziki dopięte — u mnie nie ma mowy o fuszerce.